Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


Spisuję tu wszystko co przyjdzie mi na myśl ad futuram rei memoriam.
Fajny blog, zajrzyj na...
- Spam to rzecz, na którą reaguję alergicznie. I nie wyznaję zasady "komcia za komcię".

(szablon przystosowany do Mozilli)


Zdjęcia w galeriach.


Truskawki i pistacje

poniedziałek, 01 lutego 2010 19:44
Są czasem takie momenty, że napada mnie okrutna chęć, żeby się poddać. Po prostu - położyć się i umrzeć. Mieszanka strachu z poczuciem własnej beznadziejności i wspomnień (powiedzmy, że nienajciekawszych) daje tak przytłaczający efekt, że czasami aż mnie nagle zatyka. Na szczęście kończy się na popłakaniu w kąciku i zaciśnięciu zębów. Jakoś ostatnio dotykają mnie same rzeczy, których bałam się najbardziej... No, ale nie dostajemy nigdy nic ponad nasze siły - widocznie to jestem jeszcze zdolna udźwignąć. I już.

Kurczę, nawet Mama zaczęła mi życzyć przy każdej okazji, żebym znalazła odpowiedniego Osobnika Płci Męskiej, który mógłby mnie wesprzeć elegancko. A jeśli Mama już mi tego życzy, to znaczy, że albo jestem już strasznie stara, albo tego naprawdę potrzebuję. Stawiam na jedno i drugie.

Poza tym - jaki sens w położeniu się i czekaniu na śmierć? Poddanie się nie jest ani trochę pro. Bo raz, że wcale nie jestem taka beznadziejna (wcale, że nie. Bo nie i koniec :P),a dwa - jeśli sobie teraz umrę, to kto za mnie spełni marzenia z listy numer dwa? Hę? I kto przytuli Mamę, kiedy jej nie wyjdzie ciasto? I kto zrobi niespodziankę Tacie, przywożąc mu do szpitala stos książek i własną osobę wraz z najświeższymi nowinkami? Toteż poddawać się nie planuję. W celu zwiększenia motywacji wstałam dzoś o 5.30 i pognałam do kościoła. Kolejny raz potrzebuję małego cudu. Ale w zasadzie wyłącznie z cudów - mniejszych i większych - składa się całe moje życie, więc jestem dobrej myśli. Mój autotematyzm wciąż mnie drażni, ale to samo tak wychodzi.

Zrobiłam moje pierwsze kolczyki decoupage. Celtyckie. :D Takie, o jakich marzyłam. Prawie profesjonalne. Przy wykorzystaniu oryginalnych materiałów. :P O takie:

I jestem z nich zadowolona pomimo wszystko. Ot, taka mała radość. :)



Dziś, idąc przez miasto, poczułam nagle zapach truskawek. Nie mam pojęcia, skąd. Potem, na angielskim, wcinałam pistacje. I mam ochotę na więcej. Truskawek i pistacji.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ciemna strona Mocy, na Odyna!

piątek, 29 stycznia 2010 19:13

Dziś piszę już z tej ciemnej strony Mocy. Dwa dni temu weszłam w rzekomą „dorosłość" i tak już zostanie do końca. ;) Muszę przyznać, że czuję się dokładnie tak samo, jak czułam się jeszcze po jasnej stronie, więc jest zgodnie z moimi oczekiwaniami. Ola Szu. wraz z Bambaryłką zgotowały mi niespodziankę w postaci babeczek oblanych różowym lukrem, z Barbie i świeczkami, zapakowanych w gustowne pudełko oklejone Taśmą Życia (zapachową!), czyli, jak kto woli - papierem toaletowym. Część babeczek została pożarta przez wygłodniałych Wikingów oraz spotykane u roślin nagonasiennych skupienie sporofili, czyli liści zarodnionośnych (teraz sobie główkujcie, o co mi chodziło :P), ale część na szczęście udało się pochłonąć mi. Wypadałoby złożyć to podanie o dowód... ;)


Prawdą okazała się mądrość ludowa z Demotywatorów - kiedy wstaję wcześniej i pędzę na przystanek, autobus się spóźnia (nie, żebym specjalnie narzekała, ale głupio jest jechać teoretycznie wczesnym autobusem i spóźnić się na lekcje).  Dla równowagi - kiedy olewam autobus i idę piechotą, przyjeżdża dokładniuśko o czasie i mija mnie wesoło w połowie drogi, albo nawet i przed połową. Jedyne, co czasem mnie pociesza to fakt, że czasami wychodzę z domu już po godzinie jego teoretycznego wyjazdu i na piechotę docieram szybciej niż sam autobus... ^^


Ostatnio, wracając po ciężkim dniu nauki zastałam w okolicach domu krzepiący widok - ciężka praca przy odśnieżaniu i wywożeniu śniegu. Gremialne odśnieżanie pierwszy raz od dawna, a żeby wywozili te zwały śniegu, to u nas w mieście jeszcze w życiu nie widziałam. Ucieszyłam się niepomiernie na myśl, że następnego dnia będzie się wreszcie dobrze szło do szkoły. Taa... Widok, który ujrzałam następnego dnia, przeraził mnie nieopisanie. WSZYSTKO zasypane, zawiane, nawet na schodach i ganku miałam warstwę śniegu. Do szkoły dożeglowałam brodząc niemal po kolana. Pracowicie padało całą noc. A jeszcze tego dnia po rehabilitacji (ból, pot i łzy) wybierałam się na bieganinę po mieście w poszukiwaniu ciuchów na 18stkę (ostatecznie zostanę przy stroju hippisa, więc zaliczyłam spory rajd po lumpeksach :D).  Kiedy dobrnęłyśmy z Mamą, która wspierała mnie w charakterze eksperta, do domu, po prostu padłam na twarz i zasnęłam. Moje wszystko! Ała.


No dobra, czas na gwóźdź programu *pozostawia chwilę ciszy dla zbudowania większego napięcia* - zostałam bestialsko namówiona na dołączenie do drużyny Wikingów. Nie, nie żartuję. Na Odyna, w co ja się wpakowałam... Bieganie w gieźle i przyszywanie odciętych w walce kończyn - taki los sobie wróżę. Mam jednak niejasne przeczucie, że będzie fajnie (bo na towarzystwo absolutnie nie mogę narzekać ;P).  W zasadzie w ten sposób spełnia się moje dawne, dawne marzenie, o którym nawet nie napisałam tutaj, bo nie wierzyłam, że to w ogóle możliwe. :P Cała sytuacja jest dość, zabawna, bo kiedy zobaczyłam, że takie osobniki występują u nas w szkole, pomyślałam z żalem, że byłoby fajnie, ale nie mam czasu i w ogóle, i w szczególe... A tutaj, proszę, to wszystko samo do mnie przyszło. Stwierdziłam zatem, że to przeznaczenie i cóż - już się nakręciłam. ;)



Piosenka na dziś. Podoba mi się głos wokalisty i już!




Hej siup! :)

PS
Dziś stałyśmy z koleżankami na środku Rynku i pytałyśmy przechodzących znajomych, czy chcą płynąć jutro kajakiem do Irlandii. Nikt nie chce :(
I wypożyczyłam "Wiedźmina". :P

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dobre emotki do złej gry

poniedziałek, 25 stycznia 2010 19:22
Primo: Jako szczęśliwa posiadaczka zimowego kataru oznajmiam wszem i wobec: Bycie pociągającą smarkulą jest do kitu!

Secundo: A teraz dalsza część programu... :D
Od soboty trzyma się mnie całkiem dobry humor. Fajnie jest poerpegować z odpowiednimi ludźmi. ^^  Okazało się, że zombiaki to byli przebierańcy, których rozwaliła grupa wrogo nastawionych mnichów. W połowie walki znikąd pojawiło się jakichś dwóch wojów spod ciemnej gwiazdy błyskając nam po ślepiach. Nie znali siebie nawzajem, ani mnichów, ani nas. Ani w ogóle nikt nic nie wiedział. Skończyło się tak, że po utylizacji wroga sterczeliśmy na cmentarzu i mierzyliśmy do siebie nawzajem. Wszystko owiane jest mgiełką tajemnicy i nosi symbol klepsydry. A ostatecznie wydali całą kasę, żeby kupić mojej postaci kolczugę z mithrilu. Czemu w życiu tacy się nie zdarzają? :D A Stworzenie wody nadal jest moim ulubionym czarem bojowym. ;) Przy okazji, jeśli ktoś chce obejrzeć dziwny film na temat, polecam "Astropię" i "The Gamers" na Jutubie - obie części :D

Wczoraj byłam u Taty w szpitalu. Strasznie się czułam wśród łysiejących ludzi snujących się z kroplówkami po ciemnych korytarzach. Ale wszystko przebiega prawidłowo. Pierwsza dawka zakończona, za dwa - trzy dni może okaże się, co dalej. Nie potrafię już nawet sprecyzować swoich myśli modląc się. I cholernie się boję. Jeśli tak się boję, to wyraźny znak, że wciąż za mało we mnie wiary. Ech...

Chyba jestem egoistką. Albo nie jestem? Nie wiem sama, na pewno zrobiłam się ostatnio strasznie egocentryczna. Po półtora roku zamartwiania się nie swoimi problemami, zaczęłam w końcu myśleć o sobie. I chyba trochę przesadziłam. Nie w sensie, że nic dla nikogo innego nie robię, ale za dużo rozważam swoje "ja" i te takie. W każdej rozmowie odnoszę sytuację do siebie. Wkurza mnie to! Co gorsza - chyba zaczynam robić się odpychająca w kontaktach z innymi. Taka Królowa Śniegu. A facetów zwyczajnie się boję. Boję się kolejnego tak bolesnego zawodu. No nic, może znajdzie się ktoś, dzięki komu przestanę się bać. Dobrze, że chociaż weltszmerc już się mnie nie ima... ;)

Poza tym - został mi już praktycznie ostatni dzień oficjalnego dzieciństwa... A potem? Potem nadal będę dzieckiem, tylko z inną cyferką na NK i dowodem osobistym. :D Boję się własnej 18stkowej imprezy, bo to za ponad tydzień, a nadal jestem w totalnej rozsypce pt. "o kurczę, ratunku!". Ma ktoś kolumny do pożyczenia? Bo inaczej będę zmuszona zorganizować potańcówkę przy głośniczkach od komputera... :D

Zima jest piękna (odmroziłam łapska robiąc zdjęcia :P). Ale jest też zimna. I z tego drugiego względu - bez sensu! :P
Chyba bez kitu jestem niezniszczalna.

I tym sposobem dobrnęłam do końca zionącego szarzyzną wpisu.
To tyle na dziś, Drogie Dzieci, czy też Kwiecie Polskiej Młodzieży.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bajanie przyszłościowe

wtorek, 12 stycznia 2010 17:02
Taki elegancki komunikat pojawił się na stronie konkursu:
Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2009 w kategorii Ja i moje życie
Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści A00089 na numer 7144. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.
Będę dźwięczna, za każdy głos. ;)


Całkiem zapomniałam o konkursie i o tym, że zgłosiłam do niego mojego bloga. Nie liczę na żadną nagrodę, ani nawet wysokie miejsce w rankingu, bo jest całe niezliczone mnóstwo o wiele ciekawszych i bardziej oryginalnych blogów należących do ludzi z prawdziwym talentem i polotem. Ale co tam! Zgłosić nie zaszkodzi, dzięki konkursowi trafia tu więcej ludzi - a nuż znajdzie się jakaś bratnia dusza?

Staram się nie martwić za bardzo całą tą sytuacją z Tatą. Mam ochotę się załamać (znów), ale nie. Nie i już! Postanowiłam, że się nie dam przeciwnościom i kropka. Wszystko będzie dobrze, bo przecież musi. ;) Grunt, że Tata już dostał się do szpitala na chemioterapię. Mam nadzieję, że mu pomoże. Choć przyznam szczerze - mój Tata na łyso i bez wąsów?! Nie wyobrażam sobie tego, zaiste. Mama chce już pomału robić dla niego na drutach taką "artystyczną" czapeczkę zwaną przez nią "ciapciolątkiem". Nie pamiętamy obie, kto stworzył to określenie, ale uznałyśmy, że jest ono całkiem dobre. :)

Nadchodzi wielkimi krokami dzień moich 18. urodzin. Tego dnia wiem, że będę zajęta (zabawne - we własną 18 - stkę mam ćwiczyć na rehabilitacji), a i cały okres poprzedzający będzie zajęty przygotowaniami do niedużej imprezy (a raczej biwaku), którą organizuję dla najbliższych znajomych (nawet rodzinku już tam nie zmieszczę). I dlatego też postanowiłam już dziś podsumować troszeczkę, co do tej pory zrobiłam, a co jeszcze mam zamiar robić. Bo nie zgadzam się z T., że marzenia są do kitu. Zawsze miałam ich dużo i były one różne, co do możliwości spełnienia. A jednak jakoś się spełniają. Niektóre całkiem zaskakująco. I do spełnienia tych, które jeszcze mam - będę dążyć. I wierzę, że przynajmniej część uda się zrealizować. Niemożliwe nie istnieje. :)

Co ciekawego robiłam/zrobiłam/robię do tej pory:

- działam w ZHR (co nadal jest moim najważniejszym zajęciem);
- uczyłam się strzelać z łuku  (troszkę);
- próbowałam jazdy konnej (ciut - ciut, ale wystarczy);
- śpiewałam w chórze;
- wystąpiłam przed całą szkołą i nadal żyję :D ;
- byłam na łyżwach;
- obstawiam PK na Harpaganach;
- mam DreamTeam RPGowy :) ;
- poznałam kilkoro Cantrujcuszków;
- byłam na LOTD :) ;
- Byłam na koncercie SDMu, Dżemu i Turnaua;
- trochę nauczyłam się robić kolczyki i mam zamiar to kontynuować;
- redaktoruję w szkolnej gazetce;
- byłam ekspedientką w sklepiku szkolnym (ach, gimnazjum... ^^);
- wzięłam udział w konkursie poezji śpiewanej;
- zdałam na kartę pływacką (3km wpław... sukces :P);
- tańczyłam w zespole tańca nowoczesnego;
- doczekałam się publikacji artykułu w "Krajce"

Co mam zamiar jeszcze zrobić:
- wyjść za mąż i mieć dzieci ;) ;
- nadal działać w harcerstwie, jako instruktorka;
- nauczyć się Gaelica (irlandzkiego);
- śpiewać w tym wdzięcznym języku wraz z zespołem jakowymś na wzór Clannadu;
- tańczyć w zespole tańca irlandzkiego;
- zająć się decoupage'em;
- napisać wreszcie opowiadanie, które od półtora roku pęta mi się po głowie;
- pojechać do Irlandii;
- otworzyć moją RPGownię (od VI klasy o tym marzę... ;P);
- nauczyć się porządnie pisać; pisać i publikować swoje wypociny;
- skoczyć na bungee;
- poprawić swoją godną pożałowania grę na gitarze (elektryk? może...);
- być na koncercie Clannadu i Loreeny;
- zwiedzić Kawał Świata

Myślę, że to wciąż nie jest wszystko i będę uzupełniać ten wpis. I jestem zupełnie optymistyczna. Wszystko się da! ;) Czasami czytuję swoje stare wpisy - mam nadzieję, że kiedyś trafię na ten i z zadowoleniem będę mogła stwierdzić, że część z listy nr 2 przeszła na listę nr 1. A lista nr 2 na pewno wzbogaci się jeszcze w znacznym stopniu. :)


komentarze (8) | dodaj komentarz

Ahm, no właśnie.

poniedziałek, 04 stycznia 2010 21:49
Zdycham. Z nerwów, ze strachu. Tak cholernie ciężko wziąć się w garść... Nie ma co, jak się rypie, to wszystko na raz i to poważnie. Wszyscy poeci pisali najlepsze wiersze pod wpływem smutku. Może powinnam spróbować? A nuż się polepszy, a potem zostanę sławna? Wisielczy humor się mnie czepia. Nic nie wiem, nie wiem, nie wiem. Chaos.


To jakiś koszmar!

10 dni do diagnozy... Brr!

komentarze (5) | dodaj komentarz

Lecz nie jest źle, mogło być gorzej...

wtorek, 9 lutego 2010

Miłych gości było: 18647

Witaj!

Skromny zbiór wycinków z, jeszcze niedługiego, żywota i ewentualnych przemyśleń. Mój własny kącik, moje wspomnienia, nadzieje, czasami wierszydło, czasami ulubiony utworek. Czasem pogoda, a czasami - ...

więcej...

Skromny zbiór wycinków z, jeszcze niedługiego, żywota i ewentualnych przemyśleń. Mój własny kącik, moje wspomnienia, nadzieje, czasami wierszydło, czasami ulubiony utworek. Czasem pogoda, a czasami - słota. Po prostu.

schowaj...

Tak myślę

Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam

Cudu wszechświata nocny ład
Niewysłowiony bukiet gwiazd
Każda z gwiazd samotna
Każda z gwiazd samotna
Wszystkie razem zaś:
Wiszący ogród, promienny park!

Każdy z nas samotny
Każdy z nas samotny
Czemuż, czemuż więc
- my, gwiezdne dzieci -
W gwiazdozbiór piękny, przepiękny wręcz
Nie skupimy serc?
(E. Stachura)"Tak"

Mili Goście

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 27.04.2009 17:11:25
  • autor: bakcyl124
  • treść: Bardzo fajnie tu u c...

Czy wart?






zobacz wyniki

Ustatystycznienie

Wpisy
  • liczba: 130
  • komentarze: 300
Galerie
  • liczba zdjęć: 47
  • komentarze: 47
Ab urbe condita: 923 dni

Szukajcie, a znajdziecie

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: