Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


Spisuję tu wszystko co przyjdzie mi na myśl ad futuram rei memoriam.
Fajny blog, zajrzyj na...
- Spam to rzecz, na którą reaguję alergicznie. I nie wyznaję zasady "komcia za komcię".

(szablon przystosowany do Mozilli)


Zdjęcia w galeriach.


Fotoblog

środa, 20 maja 2009 20:06
   Zajrzałam sobie na bloga w przerwie między szukaniem materiałów na referat z historii a pisaniem felietonu, wpisu do kroniki zastępu i zaczynaniem opowiadania. Czyli - Julia w swoim grafomańskim żywiole.
   Ostatnio życie toczy się zaskakująco gładko. Jakoś tak wszystko układa się po mojej myśli. Więc korzystam z tego i cieszę się - póki nie nastąpi kolejny zgrzyt. I jest fajnie.
   A dziś chciałam napisać(wreszcie) o czymś, co mnie głęboko zastanawia. Temat ogólnie można przedstawić: "Fotoblog jako zjawisko społeczne. Patologie wśród młodzieży. Rozdział I: samozdziwczanie się."(przepraszam za wyrażenie, ale to najłagodniejsze, jakie przychodzi mi do głowy).
  Zaskakuje mnie ta dziwaczna mania dodawania Artystycznych Zdjęć typu: "50 niezwykle źle wykadrowanych ujęć mojej twarzy na tle kibla", albo: "ja z lotu ptaka i moja ręka trzymająca aparat, zajmująca 60% słiIt fOcI" tudzież "stoję przed lustrem i za pomocą lampy błyskowej zasłaniam większość swojej twarzy, oraz eksponuję kurz jak i wszelkie niedoskonałości owego lustra". No i oczywiście tysiące komentarzy od koleżanek, wytrwale wmawiających, że jest pięknie, słit, że kusisz bejbe itp. Po prostu mój ograniczony, jak widać, umysł tego nie pojmuje.
  Teraz chciałabym przejść do meritum sprawy, czyli do zdjęć typu "zobaczcie, jak wyglądam w wannie" oraz tp. Zaglądam sobie na fotobloga koleżanki(i koleżanki koleżanki z resztą tyz), a tam - ona rozpiera się w wannie pośród piany, albo widzę jej wykadrowane(żeby chociaż prosto!) uda, rozpięte spodnie i goły brzuch, albo też ją w bieliźnie prężącą się przed lustrem. Potem dziwnie się czuję rozmawiając z nią w szkole. Naprawdę dziwnie. I - dla jasności - nie ma to nic wspólnego z jakimś artystycznym aktem. Co z taką dziewczyną będzie za kilka lat? Skończy się na zdjęciach dostępnych dla każdego internauty? Oby. W każdym razie czuję się zdegustowana. I jak tu wierzyć w przyszłość społeczeństwa? Na szczęście to tylko niektóre przypadki pośród mnóstwa innych. Aczkolwiek, kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. Czy rozluźnienie obyczajów na pewno jest takie dobre? Jakoś nie wydaje mi się, patrząc na to. No, wreszcie to napisałam, bo leżało mi na wątrobie od dosyć dawna.
   To wracam do felietonu, na jakiś lekki i przyjemny temat. Miłego.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Where the wild roses grow

piątek, 08 maja 2009 17:06
Znalazłam! Widziałam ten klip kilka lat temu w "Wideotece Dorosłego Człowieka" i urzekł mnie. Pokochałam tą piosenkę, ale nijak nie mogłam zapamiętać tytułu, ani wykonawców. Dziś, po kilku latach - mam! Haha! Więc pozwalam sobie zarzucić:

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day

From the first day I saw her I knew she was the one
As she stared in my eyes and smiled
For her lips were the colour of the roses
They grew down the river, all bloody and wild

When he knocked on my door and entered the room
My trembling subsided in his sure embrace
He would be my first man, and with a careful hand
He wiped the tears that ran down my face

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day

On the second day I brought her a flower
She was more beautiful than any woman I'd seen
I said, 'Do you know where the wild roses grow
So sweet and scarlet and free?'

On the second day he came with a single rose
Said: 'Will you give me your loss and your sorrow?'
I nodded my head, as I layed on the bed
He said, 'If I show you the roses will you follow?'

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day

On the third day he took me to the river
He showed me the roses and we kissed
And the last thing I heard was a muttered word
As he stood smiling above me with a rock in his fist

On the last day I took her where the wild roses grow
And she lay on the bank, the wind light as a thief
As I kissed her goodbye, I said, 'All beauty must die'
And lent down and planted a rose between her teeth

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day

I zrobiło mi się całkiem nostalgicznie...

komentarze (1) | dodaj komentarz

Utwórz pozytywną myśl, bo czasu jest niewiele... ;)

środa, 06 maja 2009 21:11
    Dziś te moje myśli, co biegają końmi, wyjątkowo głośno tupią. Chwilami wydaje mi się, że na serio słyszę tętent zbliżającej się kolejnej fali rozmyślań. I za każdym razem aż mnie ciarki przechodzą, bo co fala, to bardziej niewesoła. A wszystko dlatego, że jestem chora. Jestem chora, czyli zostałam w domu, czyli nie poszłam do szkoły, czyli nie mam siły się uczyć, czyli mam mnóstwo czasu, czyli: MYŚLĘ. I to za dużo, zdecydowanie za dużo.
    W tak zwanym międzyczasie byłam na biwaku z moją Nową, Wspaniałą Drużyną. I jest ona faktycznie wspaniała, nie da się ukryć. I albo się z dziewczynami polubiłyśmy, albo doskonale udawały. Osobiście obstawiam to pierwsze. ;) A nie, pardon, nie biwak, tylko kurs pierwszej pomocy(pozdrowienia dla Sławka :P). I nie całą drużyną, tylko z ZZ-em i wędrolówkami. Ale to szczegóły, panie dziejku. W każdym razie zdałam nieoficjalny egzamin na 90% i gdybyście nagle stracili przytomność i przestali oddychać, spokojnie możecie zgłaszać się do mnie. ;) Poza tym był mały zwiad, który zaczęłam oczywiście od zgubienia się(ale to ja jedyna nie znałam miasta, a mapa była do kitu!), ale pssst... No i już na pewno jestem znów w szeregach ZHRu. Zostałam nawet Duszpasterką Drużyny(tzn. druhenką od wychowania religijnego). ;) I przeżyłam swoje pierwsze, absolutnie nieplanowane pogo. Na koncercie Majestica, żeby było śmieszniej. :D Nie było mnie w domu od czwartku do wczorajszego wieczora. Byłam jeszcze u Gosi(a nawet u niej nocowałam, ale smęcenie przy świecach zmieniło się w pokwikiwanie ze śmiechu), a potem u Cioci i Kuzynek.
    Wypad zaowocował nowymi nićmi przyjaźni, informacją, że zostałam wujkiem(bo już wiadomo, że Bratanek, a nie Bratanica się urodzi),a także jakimś paskudnym przeziębieniem. Znowu jestem zakichaną smarkulą.
    A teraz trzeba sprawdzić, czy przyprawa do pizzy i zapiekanek leczy złamane serce. Ta do bigosu leczyła, albo przynajmniej uśmierzała ból. ;)

komentarze (5) | dodaj komentarz

Kolejny raz pamiętnikowo

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 17:05
     Z okazji ostatnich przykrych wydarzeń postanowiłam urządzić sobie dziś kawałek dnia tylko dla siebie. Zaczęłam od pójścia na mszę na 7.00. Wstawanie o 5.30 jest poważnym wyzwaniem, ale udało się! ;) W kościele byłam tylko ja i grupka emerytów, patrzących na mnie niezwykle życzliwie podczas Znaku Pokoju. Potem, idąc do szkoły, cudem uniknęłam bezpośredniego kontaktu z efektem ptasiej przemiany materii. Cudem. I jak tu nie mówić o szczęściu? Poza tym nie było mi dane cierpieć katuszy matematycznych(kartkówki co prawda i tak nie było, ale zawsze...), bo siedziałam z kolegą na dole i drukowaliśmy wreszcie pierwszy numer naszej szkolnej gazetki, a potem, na fizyce, rozwieszaliśmy plakaty. Jedyny problem, że w gazetce, mój Redakcyjny Kolega napisał jakiegoś newsa na temat drugiego humana, a oni podobno wcale nie chcieli, żeby to wyszło na forum szkoły. No i, zupełnie nie rozumiem czemu, on ma teraz problemy. Niech się denerwują na informatora, od którego przeciekł wyszedł, a nie redaktora, który to spisał. On zaznaczył, że zbiera informacje do gazetki, nawet nie wiedział, że to ma status tajemnicy. Ludzie mnie czasem zadziwiają... Będę stać murem za Redakcyjnym Kolegą. Rękami i nogami. Aczkolwiek myślę, że rozejdzie się po kościach. :)
    Poza tym pani od biologii przełożyła dzisiejszy sprawdzian(miał być w czwartek, ale była zmiana planu i przesunęło się już na dziś), bo ją bardzo prosiliśmy. Prawie nikt nie zdążył się nauczyć. Więc generalnie, było sympatycznie. Po szkole wybrałam się z Olą do solarium, na pięć minut odprężenia, kupiłam troszkę koralików do moich chałupniczych robótek i skoczyłam do lekarza po zaświadczenie na obóz. Przy okazji uratowałam Pana Doktora przed atakiem Zmutowanej Siejącej Grozę Osy, która wleciała przez okno do gabinetu, a Pan Doktor nie mógł jej nijak przegonić. Zatem spełniłam swój obywatelski obowiązek. ;) Potem, w doskonałym humorze wracałam do domu i Panowie Budowlańcy się za mną oglądali, komplementując gęsto. Jak uśmiech może zmienić człowieka. :D
     A w czwartek do Gniewu! :D Po harcersku majowy weekend, a czas matur spędzę sobie smażąc się na plaży/marznąc na plaży/moknąc na plaży, w zależności od pogody. Ale plaży nie odpuszczę i już.
     Dziś Mama uświadomiła mi, że 22. maja SDM gra w mej mieścince! :D Hurra! To akurat w moje imieniny. Idę. Z Gosią. Of kors :D

Pozdrowienia i w ogóle.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zapałka

sobota, 25 kwietnia 2009 2:04
zapłonęła nagle
jasnym blaskiem
oświetliła pokój
ciepła, olśniewająca, przykuwała wzrok
płonęła chwilę
radośnie
cienie igrały na ścianach
nieświadome własnej ulotności
i ona nieświadoma
obserwowała je
szczęśliwa że płonie
nagły podmuch
nie wichura
nie huragan
podmuch
zgasił ją
zupełnie bez ostrzeżenia
i tak już zostało
poczerniała
zgięta
uboższa
o trochę snu
trochę radości
mnóstwo ciepła
uboższa o własny blask
i bogatsza
o nowe doświadczenie

Coś mnie boli w  środku.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Lecz nie jest źle, mogło być gorzej...

piątek, 19 marca 2010

Miłych gości było: 19388

Witaj!

Skromny zbiór wycinków z, jeszcze niedługiego, żywota i ewentualnych przemyśleń. Mój własny kącik, moje wspomnienia, nadzieje, czasami wierszydło, czasami ulubiony utworek. Czasem pogoda, a czasami - ...

więcej...

Skromny zbiór wycinków z, jeszcze niedługiego, żywota i ewentualnych przemyśleń. Mój własny kącik, moje wspomnienia, nadzieje, czasami wierszydło, czasami ulubiony utworek. Czasem pogoda, a czasami - słota. Po prostu.

schowaj...

Tak myślę

Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam

Cudu wszechświata nocny ład
Niewysłowiony bukiet gwiazd
Każda z gwiazd samotna
Każda z gwiazd samotna
Wszystkie razem zaś:
Wiszący ogród, promienny park!

Każdy z nas samotny
Każdy z nas samotny
Czemuż, czemuż więc
- my, gwiezdne dzieci -
W gwiazdozbiór piękny, przepiękny wręcz
Nie skupimy serc?
(E. Stachura)"Tak"

Mili Goście

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 04.10.2008 17:06:06
  • autor: anna-maria-tybuchowska
  • treść: Bardzo ciekawa szata...

Czy wart?






zobacz wyniki

Ustatystycznienie

Wpisy
  • liczba: 136
  • komentarze: 310
Galerie
  • liczba zdjęć: 47
  • komentarze: 47
Ab urbe condita: 961 dni

Szukajcie, a znajdziecie

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: